Śmierdząca skarpeta pod twoim łóżkiem!


Masz tak, że czujesz oddech i spokój, gdy w domu jest posprzątane? Rzeczy wracają na swoje miejsce, znika chaos. Nawet jeśli jest sporo przedmiotów, odpowiednio ułożone nie przytłaczają tak bardzo. Ja po robieniu porządków (a mieszkam z trójką dzieci, więc jest co sprzątać) zawsze czuję się spokojniejsza. Podobnie jest z naszym życiem. Codziennymi sprawami, relacjami z ludźmi, tym, kogo przy sobie mamy i czym się karmimy na co dzień.

Dam prosty przykład śmierdzącej skarpety pod łóżkiem, leżącej dokładnie tam, gdzie trzymasz głowę. Czujesz, że coś śmierdzi, ale nie chce Ci się szukać, co to... Leżysz dalej, udając, że Ci to nie przeszkadza. Jeśli masz wrażliwy nos, możliwe, że obudzisz się parę razy. Twój sen będzie słabszy, a same sny mogą przerodzić się w koszmar, w którym owa skarpeta Cię dusi! Tu już z przymrużeniem oka ;). Mija kolejny dzień, jesteś zajęty swoimi sprawami, często wychodzisz z pomieszczenia i zapominasz o problemie. Do kolejnego wieczoru. Znów się nie podnosisz, bo jesteś już bardzo zmęczony. Kolejna słabsza noc. Słabszy sen ma mocny wpływ na naszą pracę kolejnego dnia. Nie zakładam, że jesteś syfiarzem niesprzątającym przez tydzień, ale na potrzeby tej alegorii jesteś. Przez regularne niedosypianie stajesz się nerwowy, już sam nie wiesz dlaczego, szarzejesz na twarzy, bawi Cię mniej rzeczy. Omija Cię jakaś rewelacyjna impreza po pracy, bo przemęczenie nie pozwoliło Ci brać w niej udziału. Przez to może nie poznałeś potencjalnej miłości, przyszłego wspólnika lub znajomego.

Co za absurd! Taka strata potencjału! A wystarczyło znaleźć energię i czas, by poszukać źródła tego smrodu. Potem znaleźć w sobie chęć, by ją podnieść i wyprać lub wyrzucić. Prawda, że logiczne? Dlaczego nasza bohaterka lub nasz bohater tak długo zwlekali? Przecież mogli wcześniej to ogarnąć, taka pierdoła do zrobienia. Ta postawa jest naprawdę bezsensowna.

Zostawmy skarpetkę i zastanówmy się, ile ludzi pochyli się nad pytaniem: co mnie uwiera? Co sprawia, że źle sypiam? Taka śmierdząca skarpeta jest jak niezałatwiona sprawa, którą odkładasz tygodniami. Na przykład wyrwanie ósemki, która Cię jeszcze nie boli, ale lekarz Ci zapowiedział, że pokrzywi Ci resztę prostych zębów... Wystarczy umówić wizytę, chwilę pocierpieć, ale nie... Pomimo tego, że wiemy, co nas może spotkać, żyjemy sobie w dyskomforcie niewygodnej myśli.

Taka skarpeta jest jak toksyczna relacja dwojga ludzi, w której jedno czerpie z drugiego korzyści materialne i emocjonalne, nie oferując nic w zamian. My sobie żyjemy w tym niewygodnym układzie, bo boimy się przyznać przed sobą samym, że nie mamy do siebie szacunku, bo kto inny nas zechce...

Układanie sobie w życiu polega na przyjrzeniu się, co u nas działa, a co nie. Z czego jesteśmy zadowoleni, z czego nie. Czemu według nas trawa u sąsiada jest bardziej zielona, a u nas nie. Co jest u nas na liście priorytetów, a co nie. Co nam robią myśli o nas i jak je przetransformować, by nam nie ciążyły.

Może akurat sąsiad jedyne, czym ma się opiekować, to jego własny trawnik, a Ty masz jeszcze kolejne 3 trawniczki do oporządzenia i na Twój już czasu nie umiesz znaleźć. Albo po prostu masz to gdzieś. Bo posiadanie rzeczy gdzieś – czyli na szarym końcu listy rzeczy dla mnie ważnych – jest ok.

Nie ok jednak jest nie wiedzieć, że taka lista w ogóle istnieje.

Czemu? Pozwala to na szybsze odpuszczenie. Zaniedbanie ma wydźwięk, jakbyśmy coś powinni zrobić, czyli plącze nam się gdzieś na liście priorytetów, obok rzeczy naprawdę dla nas ważnych. Skutkiem tego przyczepiamy się do siebie w słabszej chwili. „Tyle spraw, a jeszcze ten trawnik”. I próbujesz usilnie go wcisnąć w weekend, podczas którego wolałabyś pojechać gdzieś za miasto. W niedzielę wieczorem masz męczącą myśl, że znowu czegoś nie domknąłeś. Zamiast być zdominowanym przez myśl, że świetnie spędziłeś dzień wolny od pracy, Ty masz w sobie zarzut o trawnik. (My, kobiety, mamy w sobie ponoć o wiele częściej zarzuty wobec siebie niż mężczyźni, więc pewnie to ona będzie bardziej niezadowolona ;))


Warto sobie uzmysłowić, że na ten czas Waszego życia owy trawnik macie gdzieś.

Gdzie?

No właśnie dokładnie na liście rzeczy mało dla nas ważnych. A kiedy masz to w głowie POUKŁADANE, już trawnik sąsiada nie będzie dla Was wyznacznikiem bycia ogarniętym człowiekiem. Nie wiem, czy mnie rozumiecie?

Nie będę się już rozpisywać w tym wpisie, dlaczego trawnik czasem warto wrzucić na listę priorytetów, bo skończył mi się właśnie mój czas porannego pisania od 5:15 do 6:30. Właśnie pisanie wrzuciłam na swoją listę priorytetów, bo z wpisu powstanie rolka na social media i podcast ;). Skupić się mogę na tej sztuce właśnie wtedy, gdy dzieci jeszcze śpią, a mnie nie rozprasza nic za oknem i w domu.

Układaj sobie w życiu tak, by nie powiedzieć sobie: „nie mogę”. Tylko tak, by małymi krokami zbliżyć się do tych swoich wymarzonych celów.

Dobrego dnia!
Monika

Chcesz pogadać? Pisz śmiało na kontakt@poukladasztosobie.pl

fot. Anna Pardo